Siedem kilo motywacji

W ciągu ostatnich pięciu tygodni, schudłam 5 kilo – ponad jedną trzecią tego, co sobie wymarzyłam. Zastanawiałam się, czy Wam o tym pisać, bo to dość prywatna sprawa. Pomyślałam jednak, że pewnie wiele z Was zmaga się z tym samym i chętnie poczytacie, że też miewam swoje wzloty i upadki, a do doskonałości mi daleko. Może dla kogoś będzie to inspiracją? Szczególnie, że będzie też słów kilka o tym, co najważniejsze, czyli o motywacji…

Nie będę pisać o tym, jak się odchudzam, przynajmniej nie dokładnie, sposób bowiem każdy musi dobrać do swoich potrzeb i upodobań. Nie stosuję żadnej diety cud, po prostu jem regularnie, bardzo mało, niskokalorycznie i ćwiczę. Piję też bardzo dużo wody, co przyznam jest dla mnie równie trudne, co ograniczenia pokarmowe. Nic zresztą łatwe nie jest, z drugiej strony jednak ze zdziwieniem stwierdzam, że jest łatwiej niż się spodziewałam!

przed dietą1000

Też tak macie?

Odchudzanie to dla mnie ogromne wyzwanie, bo bardzo lubię jeść. Poza tym mam mało czasu, małe dzieci i nie jestem już najmłodsza. Doszłam już jednak do momentu, w którym uznałam, że po prostu nie mam innego wyjścia. Patrząc w lustro  (albo o zgrozo na zdjęcia) widziałam kogoś obcego, kogoś z kim nie potrafiłam, a przede wszystkim nie chciałam się identyfikować. To już nie byłam ja i to chyba przeważyło. Też tak macie?

Grunt to motywacja

To według mnie jest klucz do odchudzania, do każdego zresztą sukcesu – motywacja. Nasza, własna, wewnętrzna i tylko przez nas wymyślona, przede wszystkim dla nas ważna. Jeżeli jest narzucona przez kogoś, nawet kogoś nam życzliwego, mądrego, ważnego, to już nie jest to. Mając te kilka kilogramów za dużo często słyszymy od osób bardziej lub mniej nam życzliwych, że powinnyśmy schudnąć, zadbać o siebie, swoje zdrowie i wygląd. Trudno się z nimi nie zgodzić, czy to nas motywuje? Ciebie motywuje? Mnie nie, wręcz przeciwnie dołowało mnie raczej, rodziło we mnie bunt. Pojawiało się niszczące poczucie beznadziei, bezradności. Wraz z nimi większy apetyt i ochota na słodkie, które skutecznie zagłusza smutek. Znasz to?

kefir z otrębami1400

Pomógł mi coaching

Nie lubię uczucia bezradności, bo kłóci się bardzo z moją potrzebą panowania nad wszystkim. Ciągle więc zastanawiałam się, o co tu chodzi. Skoro innym się udaje a mi nie, to musi być jakiś powód. Pomógł mi coaching, w tym wypadku autocoaching. Zaczęłam zadawać sobie pytania (np. takie, jak obok). Byłam bardzo namolna wobec siebie samej i nie odpuszczałam. Na każde pytanie musiałam sobie szczerze odpowiedzieć. Nie było to łatwe a tym bardziej przyjemne. Ale… okazało się baaaardzo skuteczne. Ciąg odpowiedzi, przemyślenia, jakie sobie zafundowałam, refleksje, dość brutalne wnioski doprowadziły mnie do dość zaskakującego obrazu mnie samej. Musiałam się z tym zmierzyć i już wiedziałam. Wszystko się w głowie poprzestawiało.

brokuły_z_jajkiem400pion

  • Co jest dla mnie ważne, tak naprawdę ważne?
  • W czym ten nadmiar kilogramów najbardziej mi przeszkadza?
  • Co budzi we mnie największą frustrację?
  • Dlaczego naprawdę chcę się odchudzać?
  • Co mi to da, jeżeli mi się uda?
  • Co dzięki temu zyskam?
  • Co stracę?
  • Kim teraz jestem?
  • Kim będę, gdy schudnę?
  • Jak się będę czuła mając x kilogramów mniej?
  • Jak zmieni to moje poczucie własnej wartości?
  • Co zmieni to w moim życiu?
  • Co teraz daje mi jedzenie?
  • Czym mogę je przynajmniej w części zastąpić?
  • Kto może mi pomóc?
  • Co się stanie, jak nic nie zrobię?

Spróbuj!

Możesz sama ze sobą pogadać, możesz też zwrócić się o pomoc do coacha. Ważne, żebyś znalazła w sobie prawdziwą i głęboką motywację, a ta już doda Ci skrzydeł na tyle, byś mogła poradzić sobie nawet z największym wyzwaniem. A jaka będziesz miała potem satysfakcję!!!

Author: dorotka.eu

Kiedyś byłam tylko tomamą, potem zrobiłam krok ku wolności i założyłam MAMOpotrafisz.pl, teraz stałam się też bytem niezależnym dorotką.eu

Share This Post On

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Google+